Dość kontrowersyjny temat, ale jak to ja musiałam się za to zabrać.
Czym jest dla nas wiara nie tylko na tle religijnym? Zazwyczaj jest to mówienie o czymś, sądzenie, wierzenie. Ufanie po prostu w coś co darzymy poczuciem pewności, że tak jest, było, będzie. Wiarą, że mamy rację i nikt nie jest w stanie jej podważyć.
To piękne stwierdzenie nieprawdaż? Tak. Prawda. Ale co z tego jak niektóre człowieczki nie umieją go rozróżnić.
Do rzeczy.
Siedzisz ze swoją najlepszą przyjaciółką z lat najmłodszych. śmiejecie się , jest FUN. Żyć nie umierać. Nagle ona uśmiecha się do Ciebie i mówi:
- Zapomniałam ci coś powiedzieć. Widziałam się w piątek z Adamem. - Myślisz. Myślisz. Adam to chłopak w którym się kochasz. Wiedzą o tym tylko.... w zasadzie tylko ty i twa przyjaciółka która szykuje się na referat ustny. - I wiesz co? I wiesz co? Pocałował mnie! Robi Ci się na sercu smutno. Gdy zaczyna jeszcze bardziej wchodzić w szczegóły jak jej usta penetrował, a ona śmiała się jak kretynka.
Ale co to ma do Boga i wiary? Do Boga jeszcze nic, ale do wiary dużo.
Zaczynasz się zamartwiać i wierzyć w to co ona powiedziała. Nie wybrał Ciebie. Może mu się nie spodobałaś. Pogrążasz się w przykrych zastanowieniach i argumentach czym by to mogło być spowodowane. Dlaczego jej wierzysz? Dlaczego? Jeżeli jest przyjaciółką nie pocałowałaby go, a jak już nie powinna Ci tego powiedzieć śmiejąc się i przy tym udawać że nic się nie stało.
TO DLACZEGO NIE UWIERZYMY W BOGA?
Bo nie widać? Bo nie słychać? Bo nie daje jasnych sygnałów?
Możecie napisać mi komentarz: cnotliwa zakonnica. I wiesz co? Mam na to wyjechane jak mnie nazwiesz. Ja w Boga i w Trójce Świętą wierzę zapalczywie.
Nie jestem idealna. Jestem grzesznikiem. Paskudnym grzesznikiem. Zamiast iść do kościoła wolę zostać w domu, bo za daleko albo wolę pograć na komputerze, obejrzeć film, iść na zakupy, pouczyć się. W większości dni jestem chora, więc czasami rzeczywiście iść nie mogę. Co 3 tygodnie muszę brać antybiotyki. A do 6 roku życia moim drugim domem był szpital, a przyjaciółką kroplówka.
Kto przy mnie był? Rodzice głównie. Ciocia także. Bóg? Też był. A przy porodzie mojej mamy ze mną mogłam nie mieć jednej ręki. Żyję! Cała i zdrowa - w pełni rozwinięta.
Ja rozumiem sprawy Jezusa, Boga, Matki Bożej są tak niesamowite, że aż nieprawdopodobne. Ale dlaczego to ma być kłamstwo?
Jeżeli jest się katolikiem to nie znaczy że jest się cnotliwym, wiecznie dobrym, aseksualnym z brakiem rozburzonych fantazji miłosnych. NIE.
I choć nigdy nie widziałam Boga - to wiem, że pomaga mi iść przez życie. Rzadko się modlę to fakt, ale nigdy nie zwątpiłam w taki sposób by go obrazić.
Teraz pojawiła się taka myśl - co by było gdybym go spotkała. Nie wiem. Może bym uciekła. Bałabym się, że moje grzechy i ja są złe. Bałabym się prawdy. A dodatkowo wstydziłabym się tego co zrobiłam i jakie miałam myśli.
Nie bójmy się wierzyć tylko dlatego bo boimy się co obcy powie!
NIECH MÓWIĄ! LUDZIOM NIGDY SIĘ NIE DOGODZI.
Swój jakże szczery post chciałabym zadedykować mojej bliskiej osobie, która uświadomiła mi parę rzeczy które i wiedziałam i nie wiedziałam. Tu obok macie jej bloga ---> Sincere But Nasty
Dziękuję Zuzia.
Bycie świętym, a bycie bezgrzesznym, to dwie zupełnie różne sprawy ;) Ale ludzie, którzy niewiele wiedzą o religii bardzo często mylą te dwie kwestie ;)
OdpowiedzUsuńA to nie jest tak, że religia jest niezbadana i za bardzo tajemnicza? Każdy inaczej myśli i mówi o religii. Dlaczego? Bo każdy inaczej odbiera to sobie sam. Źle? Być może. Ludzki rozum jest jak autopilot, a nawet gorzej.
OdpowiedzUsuńBycie świętym dzisiaj jest nie możliwe. Pozostaje nam uważać siebie za bezgrzesznych i do tego dążyć. Zamienił stryjek, siekierkę na kijek jest dużo lepsze niż całkowite zatracenie poczucia wstydu.
Tak, religia zawsze ma w sobie coś tajemniczego, bo jakiś jej wymiar jest przed nami zakryty.
OdpowiedzUsuńPrawda! Ale ja miałem jeszcze coś innego na myśli - mianowicie ludzie święci też byli lub są grzesznikami :) Świętość nie na tym polega, że jesteśmy bez zarzutu, ale na tym, że bezgranicznie ufamy Bogu :) Gdybyśmy byli bez grzechu, pewnie nie byłoby nam potrzebne zbawienie :D